The Herbaliser, Client i Telepopmusik to tylko
niektóre gwiazdy zakończonego w niedzielę Free Form Festival, imprezy poświęconej
nowym formom muzycznym i wizualnym
Uwodzące
electro, hip-hop brzmiący jak free jazz i nowy pop z Francji. Wczoraj w Fabryce Trzciny
zakończył się dwudniowy festiwal Free Form Festival. I zakończył się sukcesem.
W założeniu Free Form Festival to miała być prezentacja nowych form muzycznych i
wizualnych. Na dwa dni więc Fabryka Trzciny (swoją drogą najlepsze chyba miejsce dla
takiego festiwalu) zamieniła się w sale koncertowe, przestrzenie wystawowe i kinowe i w
końcu miejsce do tańca.
Festiwal wystartował w sobotnie popołudnie, ale tak na dobre zaczął się wieczorem od
koncertu duetu Client. Punktualnie o godz. 20 na scenie pojawiły się zmysłowe brytyjki
Kate Holmes i Sarah Blackwood. Podczas godzinnego występu zagrały zimne chropowate
electro, ale utrzymane w rock'n'rollowym klimacie. Panie były ubrane w sukienki
stylizowane na mundurki skandynawskich stewardes z lat 60. Obejrzeliśmy bez dwóch zdań
jeden z najbardziej seksownych koncertów tego roku.
Później przyszedł czas na brytyjską grupę Herbaliser - w zasadzie też duet, ale
występujący z kilkuosobowym akompaniamentem, w tym czteroosobową sekcją dętą. Choć
Herbaliser związani są z brytyjską scena hip-hopową, przedstawili porywający koncert
jazzowo-funkowy, a w pewnym momencie nawet freejazzowy, dając popis godny Jazz Jamboree!
Po Herbaliserze przyszedł czas na Addictive TV, grupę artystyczną, którą brytyjski
dziennik "The Guardian" nazwał "Wielce szacownymi doktorami
miksowania". Po ich sobotnim występie ja nazwałbym ich szamanami albo magami.
Trzech artystów, didżej i kompozytor Tolly, widżej i producent Graham Daniels oraz
grafik komputerowy Rob Chandler, wykorzystując muzykę oraz filmy wideo, miksują
absolutnie hipnotyzujące kolaże - bardziej wciągające niż scena pościgu z filmu
"Bullit".
Gwiazdą wczorajszej imprezy była francuska grupa Telepopmusik. Choć na płytach ich
muzyka oscyluje wokół ambitnego popu i łagodnej elektroniki, wczoraj zagrali ostro,
momentami bardzo rockowo - odwołując się do tradycji "Madchesteru", czyli
przełomu lat 80 i 90 gdy wielką popularnością cieszyły się takie grupy, jak
Happy Mondays czy The Charlatans.
Przez dwa dni Free Form Festival przez Fabrykę Trzciny przewinęło się około półtora
tysiąca osób. To bardzo dużo. Mam więc nadzieję, że odbędą się kolejne edycje
imprezy. Bo coraz bardziej wymagająca publiczność w Warszawie oczekuje już nie tylko
zwykłych koncertów, ale przedsięwzięć pododobnych do Free Form
Festival, łączacych ze sobą różne dziedziny współczesnej sztuki.
Łukasz Kamiński
Gazeta Wyborcza Warszawa
3 października 2005 |