Mistrzowie miksowania muzyki i wideo, szalone
performerki i ulubieni muzycy Bertolucciego - w weekend w Fabryce Trzciny odbył się
drugi Free Form Festival, impreza poświęcona współczesnej muzyce miejskiej, sztuce
wideo, modzie, filmom krótko i pełnometrażowym
Free Form Festival trwał trzy dni. Gwiazdą pierwszego, czwartkowego wieczoru był
Coldcut. Niestety, z duetu wystąpił tylko jeden muzyk Jonathan Moore, Matt Black legł
złożony grypą. Moore'owi więc na scenie towarzyszyli tylko didżej, widżej (spec od
miksowania obrazu wideo) i raper Juice Aleem z genialnej hiphopowej grupy New Flesh.
Wspólnie dali półtoragodzinny występ, w którym idealnie współgrały muzyka
hiphopowa, house'owa, breakbeatowa i wideo. Jak zwykle podczas występów Coldcut nie
zabrakło akcentów politycznych i społecznych. Doskonale zabrzmiały piosenki
"Atomic Moog" czy "Timber", ale największy aplauz wzbudził kawałek
"Re:Volution", w którym muzycy wykorzystali fragmenty przemówień polityków.
Przy dźwiękach energetycznego jungle i powtarzanych jak mantra słowach Tony'ego Blaira
"wariaci przejmują władzę nad szpitalem psychiatrycznym" na ekranach
przewijali się politycy, dyktatorzy, terroryści od Jasera Arafata, Hitlera przez Osamę
ben Ladena po George'a Busha, Tony'ego Blaira, Margaret Thatcher i braci Kaczyńskich. -
Naszym specem od wizualizacji jest Polak, który najpierw pracował ze Skalpelem, a teraz
z nami. Mamy więc naszego własnego eksperta od polityki w waszym kraju. Pokazywanie
polityków zawsze wywołuje aplauz. Niektórzy mogą powiedzieć, że to tani chwyt. Ja
widzę w tym pewną prawidłowość. Ludzie znają już doskonale schemat działania
polityków, którzy na początku prawią obietnice, by potem zająć się sobą i swoją
karierą - powiedział Jonathan w rozmowie z "Gazetą".
W piątek główną atrakcją imprezy były artystki z grupy Chicks On Speed. Ich występ
był bardziej performance niż koncertem. Poprzebierane w stroje, które wyglądały jak
narkotyczna wizja ekscentrycznego projektanta, dziewczyny tańczyły, prasowały, grały
na maszynie do szycia. Wszystko to przy akompaniamencie punkowo-tanecznych piosenek
"We Don't Play Guitars" czy "Myspace". Zagrały też covery żeńskich
grup z lat 70. i 80. - "Typical Girls" The Slits czy "Mind Your Own
Business" Delta 5.
Najwięcej publiczności pojawiło się w sobotę na koncercie belgijskiej grupy
Hooverphonic, mistrzowsko balansującej na granicy muzyki filmowej (ceni ich sobie m.in.
Bernardo Bertolucci, który wykorzystał ich muzykę w filmie "Ukryte
Pragnienia"), trip-hopu i jazzu.
Przez trzy dni festiwalu publiczność zobaczyła też koncerty i występy didżejskie,
m.in. Mass Kotek, C.H. District czy Waxa Taylora, oraz obejrzała cykl filmów
krótkometrażowych i dokumentalnych poświęconych m.in. francuskiej scenie muzycznej.
Według organizatorów w imprezie wzięło udział około dwóch tysięcy osób.
Łukasz Kamiński
Gazeta Wyborcza Warszawa
16 października 2006 |