Performance
_______________________________________________________________________________

Performance i wystawa w Windzie

Ona i on, dwa krzesła. Na stole talerz i chleb. Ona z uśmiechem nalewa rosół, zamierza usiąść. On nie bierze się do jedzenia, chociaż zupa zniewala zapachem. Rzuca łyżkę, biegnie, by dosunąć jej krzesło. Ona siada na ułamek sekundy. Nim on zdążył wrócić do obiadu, nim dotknął sztućców i znów odurzył się rosołową wonią, już przy nim była - by dosunąć krzesło, gdy siadał.

Angelika Fojutch i Johannes Deimling w performance 'NIE WOLA' opowiedzieli historię miłości bez czerwonych serduszek. Fot. Robert Kwiatek

Taka scena miłosna rozegrała się w Integracyjnym Klubie Artystycznym Winda w piątek w ramach wieczoru Love Art. Ona i on, czyli Angelika Fojutch i Johannes Deimling, zagrali miłość bez czerwonych serduszek, baloników, róż i zaklęć szeptanych do ucha. Tylko siadanie, bieganie, dosuwanie krzeseł, powtarzane z pięćdziesiąt razy. Artyści swoje performance nie na darmo nazwali "NIE WOLA". Kto myślał, że będzie romantycznie i wszystko dobrze się skończy, ten się przeliczył. Gdy ona po raz pięćdziesiąty któryś biegnie, by mu dosunąć krzesło, on obojętnie przechodzi obok. Więcej dosuwania nie będzie. On jest wolny. Ona wreszcie usiadła - tyle że w samotności, na jego krześle.
Motyw z parą przy stole powtórzył się podczas tego wieczoru: kobieta i mężczyzna na obrazie Artura Trojanowskiego trzymają się za rękę. Bohaterowie nie są jednak pogrążeni w miłosnym uniesieniu. Siłują się na rękę. Artyści w Windzie najlepiej udowodnili, że miłość w sztuce niejedno ma imię i rzadko wiąże się z walentynkowym sercem. Była ilustrowana całującymi się Humphreyem Bogartem i Ingrid Bergman w Casablance, wybuchała rewolucją seksualną, ocierała się o pornografię, kojarzyła się ze strachem przed AIDS, miała charakter homoseksualny.
- Miłość w sztuce czasem jest jak talerz z zupą, czasem jak pocałunek kochanków. Nie zawsze jest romantyczna i prosta. Kojarzy się ze zniewoleniem, podporządkowaniem, cierpieniem. Jest bardzo różnorodna - mówi Małgorzata Taraszkiewicz - Zwolicka, kurator w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia.
W Windzie zatańczyły też Małgorzata Dziewulska i Lila Szymańska. Arie miłosne zaśpiewała zaś sopranistka Magdalena Gruszczyńska.

Agnieszka Kamińska
Dziennik Bałtycki
14 lutego 2006

          

 
INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

rk