PERFORMANCE
___________________________________________________________________________

O spektaklu "Polonia galopka"

Ikony, symbole i alegorie wymieszane w ramach cyrkowego widowiska

We wtorkowy wieczór, 11 listopada - Święto Niepodległości, w kościele św. Jana w Gdańsku zebrał się tłum sympatyków założyciela słynnego sopockiego Sfinksa - Roberta Florczaka. Performance pt.  nie zawiódł tych, którzy liczyli na barokowy spektakl. Wydarzenie rzeczywiście przyjęło nietypową formę artystyczną, łączącą elementy parady, pokazu mody oraz etiud teatralnych.
W pierwszym rzędzie we wnętrzu kościoła umieszczono stalowe orły, złożone z ostrzy kos. Można je było oglądać wiosną tego roku w tym samym miejscu, z okazji wystawy Florczaka pt. "Obiekty i sztandary wiary, której zabrakło". Same w sobie wyglądały imponująco. W kontekście całego wydarzenia już nie tak bardzo. To, czy zainspirowane zostały symbolem narodowym, czy postacią św. Jana Ewangelisty, co nurtowało mnie przez pierwsze chwile, prawdopodobnie nie miało żadnego znaczenia.

Całe wydarzenie odebrałam, podobnie zresztą jak to poprzednie, jako dosyć chaotyczne. Poza orłami z kos Florczak pokazał kilka swoich już znanych sztandarów, a następujący potem pokaz strojów, zaprojektowanych przez Alicję Grucę, przyjął formę krótkich inscenizacji na temat, krótko rzecz ujmując, polskości. Pojawiły się elementy charakterystyczne dla kultury ludowej naszego kraju, skomentowano także katolicką pobożność. Ustępowi dotyczącemu władzy i polityki towarzyszyła figlarna postać Stańczyka. Przywołano także legendarnego Bazyliszka, podstępnie uśmierconego własnym spojrzeniem w lustrzanym odbiciu.

Niewątpliwą zaletą akcji przygotowywanych przez Roberta Florczaka oraz Alicję Grucę jest ich spektakularność. Rekompensują one współczesnemu widzowi estetyczną oziębłość, jaką charakteryzuje się większość współczesnych działań artystycznych. Kiedy stałam w kościele Ś Jana, obserwując z bardzo bliska rewię mody: peruki, ekstrawaganckie makijaże, brokat, cekiny, maski i pióra, przypomniały mi się sceny sprzed kilkunastu lat, kiedy to rodzice zabierali mnie na spektakle Teatru Ekspresji Misiury, a także parateatralne pokazy mody, organizowane przez agencję Profilm.

Znów poczułam zapach pudru i teatralnych malowideł do twarzy, tak charakterystyczny dla zadziwiającego świata teatru. Jak kiedyś, również teraz widowiskowość przedsięwzięcia zrobiła na mnie wrażenie. Jako uczennica szkoły podstawowej nie zadawałam sobie jednak pytania o celowość podobnych działań. Dzisiaj już je sobie stawiam.

Robert Florczak sięga po tematy patetyczne, religijne, patriotyczne. Ikony, symbole i alegorie miesza w ramach cyrkowego, bajkowego widowiska. Łatwo się zachwycić ich wizualną oprawą. Dostrzec przemyślane relacje między nimi jest już trudniej. Nie jestem pewna, czy na to "coś" więcej możemy rzeczywiście liczyć.

Ktoś może zadać słuszne pytanie: ale czy musimy? Oczywiście nie musimy. Jest jednak czymś niedobrym stawianie znaku równości między rozrywką a wymagającym zadaniem, którego z własnej woli kilkanaście lat temu podjął się SFINKS - Sopockie Forum Integracji Nauki, Kultury i Sztuki. Po obejrzeniu widowiska odnoszę wrażenie, że to hasło wiele już razy nadmuchiwane, a potem szybko wiotczejące, zupełnie tak jak bukieciki różowiutkich baloników, towarzyszące spektaklom sopockiego duetu.

      

Malwina Wierzbicka
Polska Dziennik Bałtycki
15 listopada 2008

          

  
INDEX ROZMOWY WYDARZENIA RECENZJE FESTIWALE PORTRETY TEATRY
    

Stowarzyszenie Teatralne "Tespis"

rk