PERFORMANCE
_______________________________________________________________________________

Noc z artystką pod poduchą

Bezsenność w sypialni performerki Anny Baumgart

Performerka Anna Baumgart przeniosła swoją sypialnię do teatru Rozmaitości. Każdej nocy zaprasza tam jednego widza na samotną, bezsenną noc. Skorzystałam z jej zaproszenia.

W czwartek, kilka minut przed 22 przy drzwiach teatru przywitał mnie ochroniarz. Poprosił o dowód osobisty.

- Dokument będzie musiał zostać u mnie do szóstej rano - powiedział. Wprowadzono mnie do ciemnego pomieszczenia. Mrok rozświetlała jedynie lampka rzutnika skierowana na ogromny sześcian w kącie sali. Weszłam do niego. Znalazłam się w przytulnej, choć zabałaganionej sypialni. Przy jednej ścianie zawalony papierami chybotliwy stół. Przy drugiej telewizor, pod którym ulożono kasety wideo. Jeszcze szafa i najbardziej znane prace Anny Baumgart. m.in. rzeźba "Buntowniczka" wystawiana ostatnio na ekspozycji "Polka" w CSW. Uff, nie było "faceta w łóżku", o którym wspomniano w przesłanym mi na maila zaproszeniu do udziału w akcji.

Myszkowanie z musu

Do 2 stycznia każdej nocy jedna osoba może spędzić u Baumgart samotną noc. Ale przez osiem godzin, od 22 do 6, nie może zmrużyć oka. To niepisana umowa między widzem a organizatorami. O 22, zgodnie z instrukcją , włączyłam dvd i rzutnik. Na wolnej ścianie ukazał się film - widok z rzeczywistego okna sypialni Anny Baumgart. Zaczęło się przedstawienie.

Choć nigdy nie myszkuję po obcych szafkach, w tym przypadku czułam się do tego zobligowana. Zajrzałam do kalendarza na stole. I tu pierwsze rozczarowanie. Ważny był cztery lata temu, a kartki wypełniały dziecięce bazgroły. Zajrzałam do szafy. Uderzył mnie zapach starych ubrań, dość małych i szczupłych. Ta Baumgart musi być bardzo filigranowa. - To nie jest prawdziwa sypialnia - pomyślałam. - Przywiozła tu tylko niepotrzebne rzeczy.

To "coś" na oknie

Czułam sie nieswojo z powodu dźwięków dochodzących z głośników: szuranie krzesłem, kroki na schodach. Mimowolnie oglądałam się by sprawdzić, czy nikt za mną nie stoi. Czułam czyjąś obecność. Nie myliłam się. Na wyświetlanej z rzutnika szybie coś się poruszyło. W odbiciu zobaczyłam artystkę przechodzącą przez realny pokój. Była tu ze mną, obecna w okiennym odbiciu.

Włączony laptop leżący na łóżku zapraszał niebieskim światłem. Zaczęłam otwierać dokumenty. Teksty o wystawach przypomniały mi jej prace zaprawione nutką feminizmu. Bardziej zainteresowały mnie jednak inne pliki, z których dowiedziałam się, co to za kobieta z tej Baumgart. Odkryłam sądową prośbę o zwiększenie alimentów i list do dyrektora CSW o renegocjacje umowy na wynajmowaną kawiarnię.

Potrzeba kontaktu

Baumgart stawała się mi coraz bliższa. Słyszłam nawet jej oddech czy jej chrupanie herbatników puszczane z megafonów. Przyszedl czas na telefon. W pamięci aparatu zapisano siedem telefonów: do artystki i sześciu jej przyjaciół. Była godzina pierwsza. Doskonała pora, by kogoś obudzić.

Pierwsze próby skontaktowania się z Agatą Bogacką, wybitną malarką, czy kuratorką Joanną Turowicz nie przyniosły sukcesu. Przy nazwisku nieznanej mi Doroty Sajawskiej byłam już natrętna. W końcu odebrał zaspany głos. - To do artystki niech pani zadzwoni. To ona powie, o co w tym chodzi - zbył mie pan po drugiej stronie kabla.

Telefon do Baumgart zostawiłam na deser. Wróciłam do laptopa. - Śpi pani? - zagadnęłam w pierwszej wiadomości o drugiej w nocy. Oczywiście nie spała. Szybko przeszłyśmy na ty. Zasypałam ją pytaniami. - Po co ta akcja? Co z tego masz? - pytałam. - Dziwną sytuację: brak pokoju, który istnieje gdzie indziej. I was - przeczytałam. - Nie odkrywasz się do końca. Tu nie ma przedmiotów, z których korzystasz. To starocie - prowokowałam.

- Tu chodzi o odkrywanie Ciebie - odpowiedziała. Każda nowa wiadomość budziła mnie z odrętwienia. Potrzeba snu dawała się we znaki. Cztery godziny rozmowy przez łącze spowodowały, że odsłosy z megafonów przestały być obce. Spokojnie wsłuchiwałam się w pokasływania Ani. Wreszcie jej jednostajne chrapanie ukołysało mnie do snu. O piątej nad ranem zasnęłam. Ocknęłam się po pół godziny. Postanowiłam jeszcze zadzwonić do Anki, by podziękować za tę noc. Nie odbierała. Zasnęła.

Sztuka na jednego widza

Anna Baumgart to pierwsza artystka, która zrobiła kolejny krok w sztukach interaktywnych. Do tej pory twórcy tego gatunku, jeśli zapraszali widza do działania, to raczej masowo (obieranie ziemniaków z Julitą Wójcik w Zachęcie czy spanie w Galerii XXI z Joanną Rajkowską). Baumgart wciąga odbiorcę w środek artystycznej akcji. Nigdy jeszcze widz nie przeżywał czegoś sam na sam z artystą.

Baumgart poszła jeszcze dalej. Postawiła na jakość relacji z widzem. W dodatku bardzo intymną. Być może miała już dość powierzchownych wernisażowych spotkań. Odcięła się od tych, ktorzy szukają w sztuce jedynie fajerwerków i skandalizującego spektaklu. Postawiła na pasjonatów, od których sama może coś dla siebie zyskać.

Dorota Nowakowska
Życie Warszawy
24 grudnia 2005

          

 
INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

rk