W piątek 26 sierpnia rozpoczął się w
Browarze Mieszczańskim trzydniowy festiwal sztuki intuitywnej
Festiwal rozpoczął się kameralnie przy dźwiękach intuitywnej wiolonczeli Roberta
Jędrzejowskiego i głosu Bożeny Dudzińskiej.
Wydarzeniem pozostanie piątkowy pokaz tańca butoh w wykonaniu Japonki mieszkającej w
Krakowie - Miho Iwaty. Każdy krok, który stawiała w sali Browaru, ilustrował odgłosy
powoływane przez perkusistę Tomasza Chołoniewskiego. W pomieszczeniu rozbrzmiały
pierwsze pojedyncze dźwięki. Powoli wkroczyła Iwata, trzymając w rękach krzesło.
Atmosfera stała się ciężka i momentami naprawdę mroczna. Zagęszczanie
psychodelicznych tonów powoli rozwijało w niej napięcie, a jego kulminacją była
psychodrama. Tancerka wiła się, biegała, ocierała się spazmatycznie o widzów.
Momentami zwalniała, opadała na ziemię. Dwa momenty zapamiętałam szczególnie. Ten, w
którym tancerka, leżąc, wskazała palcem na fragment podłoża. Palec krążył,
najpierw powoli, potem obsesyjnie, wprowadzając do dramaturgii suspens. Drugi, gdy
wykończona Iwata ułożyła się kącie. Rozluźniła mięśnie, głowę schowała w
dłoniach. Napięta została tylko noga, jakby bohaterka obawiała się ataku. Kończąc,
uniosła ręce i twarz ku górze. Dźwięki powoli zaczęły się wykańczać, pozwalając
jej na zamknięcie spektaklu.
Takich emocji brakowało w pokazie butoh gospodarza festiwalu Pawła Dudzińskiego, choć
dał on niezły popis fizycznych możliwości swojego ciała. Zaczął świetnie,
wyłaniając się powoli zza kotary. Białe, utalkowane ciało odcinało się wyraźnie na
czarnym tle. Gdy Dudziński zaczął rozwijać akcję, ta okazała się jednak chaotyczna,
pozbawiona wewnętrznego rytmu. Ale prawdziwy absurd rozegrał się dzięki komuś innemu.
Czar spektaklu prysł, gdy zza kotary, podobnym do aktora powolnym ruchem, wyłonił się
kamerzysta lokalnej telewizji.
Festiwalową sobotę otworzył Sambor Dudziński, dając widzom kolejną odsłonę swojego
projektu "Wojownik Sztuki". Jego bazę przygotował Paweł Dudziński, który
ścianę Browaru pokrył warstwą farby. Do niej zaczął zbliżać się powoli Sambor,
tańcząc do dźwięków wokaliz, bębnów i trąbki. Swoje ciało pokrył białą
emulsją, a po chwili z podniesionymi rękami przytulił się do ściany. Muzyka teraz
stawała się coraz bardziej obsesyjna, a Bożena Dudzińska powtarzała: "Synu,
chmurzy, zasłonię cię od burzy". Ponownie do akcji włączył się ojciec artysty
- Paweł. Ciało Sambora zaczął obsypywać niebieskim pigmentem. Moment, w którym aktor
odchodził od ściany, pozostawiając po sobie kontur swojej sylwetki, był wizualnie
świetny. Powtórzył go też dwukrotnie. Swoją drogą, ciekawe czy te osobliwe cienie
Sambora czy - jak chcą niektórzy - całuny zostaną na stałe w krajobrazie Browaru.
Po "Wojowniku" akcja przeniosła się do wnętrza. Bożena Dudzińska odegrała
tam monodram zainspirowany losami kobiety, która bezsilnie broni się przed zarzutami o
czarownictwo. Aktorka prostymi środkami kreśliła przestrzenie, najpierw swojej komnaty,
potem sądu, wreszcie więzienia i sali tortur. Tempo wyznaczała wiolonczela, a bohaterka
różnicowała napięcie głosem, przechodząc od szeptu, charczenia po partie wokalne.
W niedzielę, gdy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", trwał ostatni dzień
festiwalu - w akcji "Zjednoczone Siły Intuitiva" mieli wziąć udział wszyscy
artyści.
Co to jest sztuka intuitywna
Różnicę pomiędzy sztuką intuitywną a improwizacją Anna
Jędrzejewska, artystka intuitywna, porównuje do związku pomiędzy symbolem a znakiem.
Porównanie o tyle trafne, że również o samych spektaklach intuitywnych nie sposób
wypowiadać się jednoznacznie. Zawierają w sobie wiele znaczeń, a ich interpretacja nie
jest oparta na racjonalnych przesłankach. Odbiór uzależniony jest m.in. od samego widza
i jego wyobraźni. Nie jest to zatem rodzaj sztuki łatwy dla krytyka. Oto zabrano tekst,
wyzbyto się reżyserii, stacjonarnej scenografii - owych zbędnych "protez",
"prezerwatyw sztuki", którym konsekwentnie sprzeciwia się Paweł Dudziński i
jego teatr Performer. Na scenie pozostaje aktor i jego emocje.
Katarzyna Roj
Gazeta Wyborcza Wrocław
29 sierpnia 2005 |