Sztuka performance kojarzy się często jedynie
z dziwacznymi i niezrozumiałymi poczynaniami artystów. Takimi jak malowanie własnego
ciała lub nacinanie skóry.
Właśnie Polska, obok Wielkiej Brytanii, tworzyła od 1978 r. najbardziej prężny ruch
performance na świecie. Jerzy Bereś czy Zbigniew Warpechowski to już ikony tej
dziedziny sztuki polegającej na tworzeniu artystycznego zdarzenia zamiast konkretnego,
namacalnego dzieła sztuki. Ale nic straconego. Dzięki Centrum Sztuki Współczesnej na
otwarty wczoraj Europejski Festiwal Performance w Warszawie przybyły wielkie sławy, z
którymi spotkania planuje CSW codziennie o godz. 18.
Brytyjczycy, m.in. Roland Miller czy Nigel Rolfe, występowali już w Polsce 30 lat temu.
Jest i młodsze pokolenie sztuki ciała, które reprezentuje m.in. Roddy Hunter. Nie
zabraknie też polskich sław. Obok Józefa Robakowskiego i Jerzego Beresia wystąpi
Janusz Bałdyga. Nowością na warszawskiej scenie performance będą młode grupy
ukraińskie i białoruskie oraz jeden twórca z Niemiec.
dr no, kb
Życie Warszawy
13 września 2006 |