TR Warszawa, który poszerza program o
działania pozateatralne, zaprosił do realizacji dwóch akcji Pawła Althamera. Niestety,
artysta zrealizował je bez precyzyjnego scenariusza
Można powiedzieć, że łatwiej zmobilizować mieszkańców bloku na Bródnie, by
utworzyli hasło "2000" z rozświetlonych okien - niż zorganizować dwie,
wydawałoby się proste, oparte na zaskoczeniu i prowokacji, sesje wideo. Uczestnicy
"Althamer TR 1" wykupili bilety skuszeni obietnicą zagadkowej podróży
"na drugą stronę". Autobusem z zadymionymi szybami zostali wywiezieni do
studia TVP Kultura na Woronicza. Z wypowiedzi uczestników akcji można wyłowić głosy
zawodu. Młode dziewczyny, sugerując się profilem dramaturgii prezentowanej przez TR
Warszawa, liczyły na noc z dreszczykiem: porwanie i mocne wrażenia! Tymczasem
zaproponowano im udział w programie "Noc artystów", makijaż, peruki i
sztuczne wąsy.
Althamer wybrał formę pośrednią między "Rejsem" a "Big
Brotherem". W filmie Piwowskiego naturszczycy wymieszani z aktorami zaczęli
wypełniać nudę rozmową o niczym, która ujawniała ich myślowe stereotypy i
przywiązanie do konwencji społecznych zmuszające do gry i udawania. Reality show
nakłania do autopromocji w zgodzie z modą na skandal, pseudonowoczesność i wyzwolenie
z norm moralnych. Z akcji Althamera wynika, że nie wszyscy chcą przyjąć rolę małp
podglądanych w medialnej klatce. W miarę możliwości - uczestnicy akcji zachowali się
z godnością i naturalnie. Nie chcieli współtworzyć żadnej sytuacji, która
"pomogłaby" im naruszoną prywatność czy tremę ukryć przed okiem kamery za
parawanem konwencji, np. rozmowy w studio, co sugerowali autorzy programu. Fakt, że
dramaturgię wieczoru musieli animować aktor TR Warszawa Eryk Lubos i reżyser Redbad
Klynstra - należy uznać za pomyłkę. Przecież nie chodziło o występ
profesjonalistów. Ostatecznie o porażce Althamera przesądził pewien inteligentny
uczestnik zdarzenia. Artyście ubranemu w kostium krakowiaka zarzucił banalność, brak
przygotowania i to, że zarabia na tak nieciekawym zdarzeniu.
Jeszcze słabiej wypadła akcja "Althamer TR 2". Zgromadzeni o 5.30 widzowie
zostali przewiezieni do Pałacu Kultury. Przez lunety umieszczone na 30. piętrze mieli
dostrzec próbę samobójczą zainscenizowaną w Galerii Foksal na ul. Górskiego. Film
pokazuje, że nie została ona zauważona, podobnie jak na obrazie Breughla ginie przez
nikogo niezauważony Ikar. Akcja zaś poniosła fiasko na najniższym poziomie -
planowania. Projekt kontynuujący doświadczenia "Powiększenia" Antonioniego
nie wyszedł.
Warto wspomnieć, że ostatnio nie udało się też przygotowane na biennale w Wenecji
wideo Artura Żmijewskiego. Artysta chciał powtórzyć słynny eksperyment Zimbarda,
który podzielił jego uczestników na sadystycznych strażników i upokarzanych,
wysługujących się im więźniów. Statyści byli ostrożni, nie dali się podzielić.
Można sądzić, że ludzie inteligentniejsi i bardziej wrażliwi od uczestników
"Big Brothera" oczekują dziś od artystów czegoś więcej niż brania kasy za
wpuszczanie w maliny. To jedyny pozytywny wniosek z obu akcji TR, który mógł wszakże
wyłowić co najmniej kilku naturszczyków, gdyby chciał przygotować coś w rodzaju
"Rejsu 2". Główną rolę powierzyłbym panu, który dowiódł Althamerowi, że
wykonuje chocholi taniec.
Akcje Pawła Althamera zostaną pokazane 14 lutego w programie "Noc artystów" o
godz. 23.00 w TVP Kultura
Jacek Cieślak
Rzeczpospolita
19 stycznia 2006 |