Organizatorzy łódzkich spotkań teatralnych
odwołali spektakl grupy Suka Off. Wśród teatromanów zawrzało...
Nagie ciało, obrazoburcza wymowa, bunt -
teatr alternatywny w swej istocie dostarczał kontrowersji i powodował, że organizatorzy
najważniejszych festiwali ocierali pot z czoła. Kiedyś artyści walczyli z cenzurą,
głównie polityczną. Dziś Łódzkie Spotkania Teatralne, które są nie tylko
najstarszym festiwalem teatru alternatywnego w Polsce, ale i najstarszą istniejącą
imprezą kulturalną w Łodzi, stają przed inną groźbą: że cenzurę polityczną
zastąpi obyczajowa.
Rozpoczętą wczoraj imprezę poprzedziło wrzenie wśród teatromanów. Organizatorzy
ŁST odwołali bowiem prezentację spektaklu "Clone Factory" katowickiej grupy
Suka Off. Jako argument podano kłopoty finansowe, ale decyzja o rezygnacji z zaproszenia
zespołu zbiegła się z oskarżeniem przez burmistrza warszawskiej Pragi Południe innego
widowiska Suki Off - "Flash Forms" - o pornografię. Oburzenie wzbudziły
pojawiające się w widowisku nagość i ból. W jednej ze scen nagi aktor i aktorka plują
czarną mazią, wymieniają się (sztucznie spreparowanymi) płynami fizjologicznymi,
proponują też zapalanie świeczek wbitych w czoło wycieńczonego artysty.
Artyści bronią się, że ich spektakl to nie pornografia, a "radykalny teatr z
nurtu body art, którego tematem jest ciało odarte z erotyki". Suka Off postanowiła
w ramach protestu "w związku z obecną sytuacją w Polsce, dotyczącą wolności
wypowiedzi" zawiesić do odwołania polską stronę internetową grupy.
Cenzura ciała
Nie dając wiary tłumaczeniom organizatorów ŁST, przedstawiciele środowiska teatralnej
awangardy zaczęli mówić o cenzurze. Kilka grup zagroziło odwołaniem swoich występów
na łódzkim festiwalu. Sopockie teatry Stajnia Pegaza i Zielony Wiatrak zażądały
publicznego podania powodów usunięcia spektaklu. Na wieść, że Suka Off nie wystąpi z
powodów finansowych, Teatr Wiczy z Torunia chciał zrezygnować z części własnych zysków
na rzecz katowickiej grupy.
- Najgorsze jest to, że dziś już nie władza cenzuruje sztukę, tylko artyści
zaczynają cenzurować swoje działania - mówi Zbigniew Szumski, kierownik artystyczny
Teatru Cinema z Michałowic. Szumski zapowiedział, że przyjedzie do Łodzi nie tylko,
żeby zagrać spektakl, ale przede wszystkim po to, by wziąć udział w debacie
"Granice wolności w sztuce".
Obecność zapowiedzieli też inni ważni dla środowiska artyści. Robek Paluchowski ze
skierniewickiego Teatru Realistycznego, który w zeszłym roku zajął pierwsze miejsce na
festiwalu, również czeka na debatę. - Spotkaniom zawsze towarzyszyły kontrowersje. W
tym roku stało się coś, o czym koniecznie trzeba rozmawiać - mówi Paluchowski. - Myślę
tylko, że temat "Granice wolności w sztuce" został źle postawiony.
Należałoby się raczej zastanowić nad granicą ingerencji władzy w sztukę.
Mocniejszych słów używa Piotr Węgrzyński, koordynator projektu Suka Off. - Jest
gorzej niż za czasów komuny. Wtedy cenzura była jawna i można się było jej
przeciwstawić. Boję się, że dojdzie do tego, iż tylko niektóre offowe teatry będą
grać na festiwalach, a inne będą musiały zejść do piwnicy.
Czy dyskusja wokół ŁST może jednak uratować sztukę - dla części odbiorców niemożliwą
do zaakceptowania - przed zejściem do podziemia? Marian Glinkowski, obecny dyrektor
Spotkań (który sam dobrze wie, co to teatr awangardowy), twierdzi, że jest otwarty na
wszelkie wnioski. W historii łódzkiej imprezy jest wiele przykładów na to, że jej twórcy
mieli odwagę firmować wystąpienia przeciw władzy i cenzurze. Nie bano się także Suki
Off, która w 2002 roku otrzymała tu wyróżnienie. Dlaczego więc dziś powstało
wrażenie, jakby impreza zaczęła się bać sama siebie?
Justyna Kowalewska, Dariusz Pawłowski
Dziennik Łódzki
12 grudnia 2005 |