Performance
_______________________________________________________________________________

Bez Suki nie ma sztuki

Organizatorzy łódzkich spotkań teatralnych odwołali spektakl grupy Suka Off. Wśród teatromanów zawrzało...

         Nagie ciało, obrazoburcza wymowa, bunt - teatr alternatywny w swej istocie dostarczał kontrowersji i powodował, że organizatorzy najważniejszych festiwali ocierali pot z czoła. Kiedyś artyści walczyli z cenzurą, głównie polityczną. Dziś Łódzkie Spotkania Teatralne, które są nie tylko najstarszym festiwalem teatru alternatywnego w Polsce, ale i najstarszą istniejącą imprezą kulturalną w Łodzi, stają przed inną groźbą: że cenzurę polityczną zastąpi obyczajowa.

Rozpoczętą wczoraj imprezę poprzedziło wrzenie wśród teatromanów. Organizatorzy ŁST odwołali bowiem prezentację spektaklu "Clone Factory" katowickiej grupy Suka Off. Jako argument podano kłopoty finansowe, ale decyzja o rezygnacji z zaproszenia zespołu zbiegła się z oskarżeniem przez burmistrza warszawskiej Pragi Południe innego widowiska Suki Off - "Flash Forms" - o pornografię. Oburzenie wzbudziły pojawiające się w widowisku nagość i ból. W jednej ze scen nagi aktor i aktorka plują czarną mazią, wymieniają się (sztucznie spreparowanymi) płynami fizjologicznymi, proponują też zapalanie świeczek wbitych w czoło wycieńczonego artysty.

Artyści bronią się, że ich spektakl to nie pornografia, a "radykalny teatr z nurtu body art, którego tematem jest ciało odarte z erotyki". Suka Off postanowiła w ramach protestu "w związku z obecną sytuacją w Polsce, dotyczącą wolności wypowiedzi" zawiesić do odwołania polską stronę internetową grupy.

Cenzura ciała

Nie dając wiary tłumaczeniom organizatorów ŁST, przedstawiciele środowiska teatralnej awangardy zaczęli mówić o cenzurze. Kilka grup zagroziło odwołaniem swoich występów na łódzkim festiwalu. Sopockie teatry Stajnia Pegaza i Zielony Wiatrak zażądały publicznego podania powodów usunięcia spektaklu. Na wieść, że Suka Off nie wystąpi z powodów finansowych, Teatr Wiczy z Torunia chciał zrezygnować z części własnych zysków na rzecz katowickiej grupy.

- Najgorsze jest to, że dziś już nie władza cenzuruje sztukę, tylko artyści zaczynają cenzurować swoje działania - mówi Zbigniew Szumski, kierownik artystyczny Teatru Cinema z Michałowic. Szumski zapowiedział, że przyjedzie do Łodzi nie tylko, żeby zagrać spektakl, ale przede wszystkim po to, by wziąć udział w debacie "Granice wolności w sztuce".

Obecność zapowiedzieli też inni ważni dla środowiska artyści. Robek Paluchowski ze skierniewickiego Teatru Realistycznego, który w zeszłym roku zajął pierwsze miejsce na festiwalu, również czeka na debatę. - Spotkaniom zawsze towarzyszyły kontrowersje. W tym roku stało się coś, o czym koniecznie trzeba rozmawiać - mówi Paluchowski. - Myślę tylko, że temat "Granice wolności w sztuce" został źle postawiony. Należałoby się raczej zastanowić nad granicą ingerencji władzy w sztukę.

Mocniejszych słów używa Piotr Węgrzyński, koordynator projektu Suka Off. - Jest gorzej niż za czasów komuny. Wtedy cenzura była jawna i można się było jej przeciwstawić. Boję się, że dojdzie do tego, iż tylko niektóre offowe teatry będą grać na festiwalach, a inne będą musiały zejść do piwnicy.

Czy dyskusja wokół ŁST może jednak uratować sztukę - dla części odbiorców niemożliwą do zaakceptowania - przed zejściem do podziemia? Marian Glinkowski, obecny dyrektor Spotkań (który sam dobrze wie, co to teatr awangardowy), twierdzi, że jest otwarty na wszelkie wnioski. W historii łódzkiej imprezy jest wiele przykładów na to, że jej twórcy mieli odwagę firmować wystąpienia przeciw władzy i cenzurze. Nie bano się także Suki Off, która w 2002 roku otrzymała tu wyróżnienie. Dlaczego więc dziś powstało wrażenie, jakby impreza zaczęła się bać sama siebie?

Justyna Kowalewska, Dariusz Pawłowski
Dziennik Łódzki
12 grudnia 2005

          

 
INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk