XII Słodkobłękity pokazały, że off nieco
się zgubił. Teatr poszukujący coraz silniej inspiruje się teatrem instytucjonalnym.
Szuka w nim repertuaru i strategii marketingowych
Wyróżnikiem festiwalu teatru alternatywnego zaczęły być głównie karygodne
opóźnienia (w piątek w Zgierzu osiągnęły półtorej godziny po czterech
spektaklach). A przecież nie ma gwarancji, że widzowie, znudzeni czekaniem, nie będą
się nudzić na spektaklach. Tym bardziej, że zobaczą tam tytuły znane ze scen
repertuarowych. Krakowski Teatr Osmoza pokazał "Napis" Géralda Sibleyrasa
(jego premierę 22 października da łódzki Teatr Powszechny). Prawda, że zręczne i z
polotem; prawda, że zespół sprawnie (za autorem) wzniósł ostrze ironii przeciw
współczesnemu pozerstwu i politycznej poprawności. Ale czy off ma prezentować dramaty?
"Iwonie, księżniczce Burgunda" Witolda Gombrowicza w wersji Teatru Poprzecznie
Prążkowani zabrakło nawet sprawności prezentacji. Zgierzanie osunęli się w mimowolny
komizm: Szambelan kicał po scenie w wiszących w kroku kalesonach...
Po drugie: off "zgrywa" tytuły. Oto Łódzki Teatr Officium, nagrodzony za
"Przyjdź" na zeszłorocznym ŁóPTA, startował z nią w konkursie
"Słodkobłękitów". Podobnie Teatr Krzyk z Maszewa, pokazywał te same
"Głosy", które w zeszłym roku trafiły aż na Łódzkie Spotkania Teatralne!
Swoją drogą: część Słodkobłękitów można będzie zobaczyć na tegorocznym XIX
ŁóPTA, w tym dwa rozczarowania. Zgierski Teatr Art. 51 Agaty Drewnicz, Anny Perek i
Justyny Zielińskiej pokazał rzecz o tytule "6:27". Dziewczyny stworzyły
rzemieślniczy fajerwek: designerską wiatę przystankową (w której o tytułowej
godzinie czeka się co dzień na autobus), na niej projekcje wideo. Do tego - muzyka,
grana na żywo przez usadzonego na przystanku gitarzystę. Wszystko po to, by nudzić
widownię banałami o nieustannym czekaniu, o przelewaniu z pustego w próżne.
Na drugim biegunie uplasowała się Plantacja Teatralna skierniewickiego Teatru
Realistycznego z "Jak być dobrym Indianinem". Skierniewiczanie stawiają na
"twardą" poetykę teatru alternatywnego. Na scenie chaos i anarchia, łącznie
z demolowaniem kijem baseballowym telewizora. I to telewizora działającego - chwilę
przed agonią sprzęt wyświetlał generała Wojciecha Jaruzelskiego ogłaszającego stan
wojenny. Grepsiarskie porady zaczerpnięte z "Zapisków..." Umberta Eco
sąsiadowały z jadem, którym zespół opluwał wszystko: od rodziny po państwo.
Spektakl podlano obficie czerwoną farbą (w warstwie formalnej) i trwogą o Ojczyznę (w
warstwie ideowej).
Gdy takie anarchistyczne hasła wypowiada Robek Paluchosky, szef Realistycznego, to mają
one siłę, bo stoi za nim jego etyka. W ustach nastolatek z Plantacji stają się
bańkami sloganów. A deska sedesowa z zatopionym wewnątrz drutem kolczastym, z której
aktorzy robią aureolę, to nie metafora, tylko efekciarstwo.
Buntował się także Teatr Narybek from Poland z Mysłowic w "Istocie bycia
cool" - ale bardziej tradycyjnie, przeciw presji bycia nowoczesnym i
"trendy". Służyła temu karykatura szkolenia zawodowego i personalnego
doradztwa. Podczas treningu osobowości , zbliżonego do sekciarskiego prania mózgu,
kursanci wznosili modły do trenera i czcili swoją "nie wymagającą kwalifikacji,
stresującą i nisko płatną pracę".
Pogubienie alternatywy oddaje werdykt jury. Cztery nagrody zespołowe tak naprawdę
przecież nikogo nie wyróżniają.
Werdykt
Jury XII Słodkobłękitów - Jadwiga Sącińska, Andrzej Hibner, Krzysztof Sielicki -
rozdało cztery nagrody zespołowe; otrzymały je:
- Plantacja Teatralna Teatru Realistycznego za "Jak być dobrym Indianinem"
- Narybek From Poland za "Istota Bycia Cool"
- Teatr Kreatury za "Miejski kraul"
- Teatr Krzyk za "Głosy"
Nagrody indywidualne otrzymały Joanna Rudkowska za reżyserię spektaklu "+
Napis" (Teatr Osmoza) i Katarzyna Pielużek za rolę w "Miejskim kraulu"
(Teatr Kreatury)
Leszek Karczewski, Monika Wasilewska
Gazeta Wyborcza Łódź
3 października 2006 |