Książki


Ukraińskie zaklęcia Gogola

Wielka historia miesza się w tej książce z jadowitą satyrą nie tylko na Polaków, lecz także na Kozaków. Dotychczas znaliśmy Gogola jako autora "Jarmarku w Soroczyńcach", "Rewizora", "Martwych dusz", "Płaszcza", "Nosa", "Ożenku". A teraz, dokładnie po stu pięćdziesięciu latach od jego śmierci, dostajemy do rąk "Tarasa Bulbę" w przekładzie Aleksandra Ziemnego, wzbogaconym o historyczne posłowie pióra Janusza Tazbira.

 

tarasb.gif (54303 bytes)

Ilustracja Franciszek Maśluszczak

     Słowiańska dusza w Hollywood

Dużo mamy w "Tarasie Bulbie" polsko-ukraińskiego "Hollywoodu". Są tu i miłość Kozaka do pięknej Polki, i ojcowska nienawiść do syna-zdrajcy, potem syn zabity ręką ojcowską, polskie rzezie na Ukraińcach i odwet Siczy na Lachach, zaporoskie topienie Żydów w Dnieprze, łamanie kołem i smażenie wrogów na wolnym ogniu. Wszystko dosłownie i jeszcze więcej. Może to stanowić o filmowej atrakcyjności powieści Gogola, gdzie Polacy odgrywają - nie zawsze! - rolę czarnych charakterów. Wpisani w stereotyp, opisany przez Andrzeja Kępińskiego w głośnej ongiś pracy "Lach i Moskal" (1990): "Paradują w czerwonych i zielonych kontuszach i podkręcają sumiaste wąsy, są butni, pyszni, chełpliwi, porywczy i nieopanowani, słowem i gestem wciąż wyrażają swój nieprzejednanie wrogi stosunek wobec Rusi i Rosji".

Właśnie ten fragment przywołuje Janusz Tazbir w posłowiu do "Tarasa Bulby", pisząc nadto: "Kiedy (...) w rozmowach ze swoimi kolegami, historykami ukraińskimi, wyraziłem obawy, iż utwór Gogola kształtuje nader ujemny i jednostronny stereotyp Polaka, usłyszałem w odpowiedzi, iż jest traktowany jako powieść awanturnicza. Uczniowie odbierają ją po trosze na tej samej zasadzie, co i ČTrzech muszkieterówÇ Aleksandra Dumasa". Dalej opowiada Tazbir o filmie francuskim z 1936 r. "Tarass Boulba", w którym rolę pięknej Polki zagrała Danielle Darrieux i o nakręconym w 1962 r. "Tarasie Bulbie" amerykańskim, gdzie tytułową rolę zagrał Yul Brunner: "Pokazywano go przed paroma laty w naszej telewizji. (...) Tło historyczne epoki potraktowano w ten sam, co i Gogol sposób, mianowicie nader dowolnie i z niewielką dbałością o wierność przekazom historycznym".

"Taras Bulba" opowiada o konfliktach polsko-kozackich od XV do połowy XVII wieku. Sicz Zaporoska walczy z Polakami aż do samozatracenia, broni wiary prawosławnej. Dzielny Kozak nienawidzi Tatarów w równej mierze co Żydów, unię brzeską uważa za zdradę Rusi, a sutanna księdza katolickiego wywołuje w nim żądzę odwetu: "Wiadomo, że na ziemi ruskiej wojuje się za wiarę; nie ma większej mocy aniżeli wiara". "Była to wspólna sprawa. Oto cała nacja, której cierpliwość się wyczerpała, powstała, żeby odpłacić za swoje pogwałcone prawa, za poniżoną religię i obyczaj, za wiarołomne zabójstwa swoich hetmanów i pułkowników, za zniewolenie przez żydowskich arendarzy, za unię, za bezeceństwa obcych panów i za wszystko, co uznał za obrazę uciemiężony naród". Wielka historia miesza się u Gogola z jadowitą satyrą nie tylko na Polaków, lecz także na Kozaków. Zaporoska nienawiść do unii brzeskiej jest w "Tarasie Bulbie" o wiele słabsza niźli kozacka miłość do gorzałki. Kozacy bowiem - pewnie nie tylko u Gogola - na ogół przedkładali gorzałkę nad "prawosławną wojnę" przeciw Lachom. Sicz przepija zarówno "wiarę ojców", jak i "swobodę" oraz "Ukrainę": "No to za wiarę, panowie bratowie, za wiarę! (...) Ostatni głęboki łyk wypili na chwałę wszystkich chrześcijan, jacy tylko żyją na świecie"... "Nie żałuj, Foma, gorzałki prawosławnym chrześcijanom! ". Na smutno raczej nie pili: "W tym powszechnym piciu było coś tumannego, zniewalającego. Nie było to jakieś zbiegowisko pijaczyn, których gnębią nieszczęścia, przeciwnie, całe to ucztowanie przepojone było szaleństwem wesołości". Tytułowy Taras umiera w powieści dlatego, że po czterodniowych bitwach z hetmanem koronnym Potockim zagubił gdzieś lulkę z tytoniem. Aby jej nie oddać "wrażym Lachom", "zaczął przepatrywać trawę w poszukiwaniu". Nagle "wataha nieprzyjaciół" schwyciła go wartko: "Szarpnął rękami i nogami, ale już nie potoczyli się na ziemię chwytający go hajducy, jak to dawniej bywało. "Ech starość, starość" - pomyślał i chciało mu się płakać"... I my też westchnijmy z Gogolem w obliczu "słowiańskiej natury - szerokiej i niezłomnej, jak morze wobec płytkich rzeczułek".

Gogol a sprawa polska

Powieść Gogola, wydana w ostatecznej redakcji w 1842 roku, nie była u nas tłumaczona - poza nieosiągalnym dziś przekładem Piotra Głowackiego z 1850 roku - przez sto pięćdziesiąt lat. Uznano ją bowiem zgodnym chórem za antypolską, w zaborze rosyjskim rzeczywiście wykorzystywana była dla celów rusyfikacji. A dotyczy, przypomnijmy, tych samych czasów, które Sienkiewicz opisał w "Ogniem i mieczem". Szlachecka Polska walczy z hetmańsko-chłopską Ukrainą, aby korzyści z tej wojny ciągnęła carska Moskwa. Dużo tu fragmentów o polskich okrucieństwach wobec Rusi ukraińskiej - ale czyż tego nie było w naszej "jagiellońskiej historii"? Czy Gogol nie ma racji, gdy wkłada w usta narratora konstatację: "król pierwszy prawie zawsze sprzeciwiał się tym strasznym metodom. Rozumiał bardzo dobrze, jak też wielu oświeconych, iż podobne okrucieństwo w stosowaniu kar może rozpalić tylko mściwość kozackiej nacji. Ale nie mógł nic zrobić przeciwko zuchwałej woli magnatów, którzy wskutek niepojętej krótkowzroczności, dziecinnej ambicji, pychy i bezpodstawnych zachowań zamienili sejm w satyrę na rządy prawa".

Ale Gogol nie stroni też od opisu okrucieństw kozackich: "A gdzie się podziewał odtąd Taras? Hulał on ze swoim pułkiem po całej Polsce, spalił osiemnaście miasteczek, blisko czterdzieści kościołów i dochodził już do Krakowa. Wiele natłukł wszelakiej szlachty, rozgrabił najbogatsze ziemie i najlepsze zamki. ČNie miejcie litościÇ - powtarzał Taras. Toteż nie oszczędzali Kozacy czarnobrewych panienek, dziewcząt o białej piersi i jasnej cerze; nie mogły się uratować nawet przy ołtarzach. Taras rzucał je w płomienie razem z ołtarzami".

Wcale nie było winą pisarza, iż sięgnęli po tytuł jego utworu "wojownicy" Maksyma Borowca (używał pseudonimu "Taras Bulba"), którzy - jak dziś się często sądzi - w początkach 1943 roku zainicjowali ludobójstwo (rzeź) Polaków na Wołyniu. Gogol tu absolutnie nie winien.

Ukraina, czyli kto?

Nie zgadzam się absolutnie z tymi ukraińskimi rozmówcami Tazbira, którzy dziś uznają "Tarasa Bulbę" za wschodniosłowiański wariant "Trzech muszkieterów". Z jednej strony trzeba istotnie przytaknąć - powieść ta nie wnosi nic nowego do kwestii polsko-ukraińskich. Co innego jest ważne. Gogol podejmuje fundamentalne kwestie moskiewsko-kijowskie, a w istocie kwestie rosyjsko-ukraińskie. To jest właśnie jeden z głównych problemów nie tyle "Tarasa Bulby", co w ogóle całej historii Europy Wschodniej od połowy XX wieku. Gogol jako pisarz nie walczy przeciwko Polsce o Ukrainę, lecz występuje o wschodniosłowiańską prawosławną Ruś pod berłem rosyjskiego cara.

Z bogatego zarówno w fakty jak i w rozumne historyczne konstatacje posłowia Tazbira dowiadujemy się, że w 1943 roku w okupowanym przez Niemców Lwowie ukraińscy nacjonaliści dokonali "sądu nad Gogolem". "Taras Bulba", wołali, to obraźliwy pamflet na Ukrainę, a jego autor to "pająk, który wyssał krew ze swej Ukrainy dla Moskalów". Styl to zapewne nieco za wysoki, lub może raczej za niski, można w nim nawet dostrzec "korekturę" Niemców, pragnących podbijać Ukrainę. Ale ukraińscy krytycy Gogola, znajdujący się wówczas między sowieckim młotem a hitlerowskim kowadłem, mieli swe racje. W 1943 roku Lwów był już od dawna - właściwie od 1700 roku - greckokatolicki i właśnie jako dziedzic unii brzeskiej stał się Piemontem dla Ukrainy, najpierw w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, potem w imperium Habsburgów, wreszcie w Polsce międzywojennej. A u Gogola unia brzeska 1596 roku to przecież zdrada Rusi. Wielki rosyjski pisarz rodem z Ukrainy głosi w "Tarasie Bulbie" utopię wschodniosłowiańską, gdzie Małorusini i Wielkorusini, wyznający prawosławie jako jedyną "prawdziwą religię chrześcijańską", mieliby żyć w zgodzie pod berłem dobrego rosyjskiego cara.

Ufajmy, że takiej Ukrainy, która by tego zechciała, już dawno nie ma, przynajmniej od 1991 roku. A i taka Rosja, która zechciałaby przyjąć podobną Ukrainę na swe szerokie łono, też już powinna odejść ku "świetlanej przeszłości".

Mikołaj Gogol Taras Bulba. Przełożył, wstępem i przypisami opatrzył Aleksander Ziemny. Posłowie Janusz Tazbir. Czytelnik Warszawa 2002.

Grzegorz Przebinda
Rzeczpospolita

6 kwietnia 2002


INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk