Dyrektorzy
___________________________________________________________________________
Dlaczego Treliński jest potrzebny w operze
To była przyjemna fantazja: "Orfeusz" Monteverdiego, "Rinaldo" Haendla, "Orfeusz i Eurydyka" Glucka, "Wesele Figara" i Mozarta, "Fidelio" Beethovena, "Norma" Belliniego, "Wolny strzelec" Webera, "Oniegin" Czajkowskiego, "Peleas i Melizanda" Debussy'ego. Widzę też opery XX wieku: Prokofiewa, Szostakowicza, Brittena,
Glassa. Mogę wybrać między Pendereckim, Dusapinem, Saariaho, wreszcie wybiorę się na
premierę "półkownika", dawno zapowiadanej opery Pawła Szymańskiego. Jest
nawet zabawny Offenbach Laurenta Pelly'ego i Rossini Keitha Warnera. W planach
przeniesienie paryskiego "Parsifala" Warlikowskiego i wileńskiego "Borysa
Godunowa" Trelińskiego. Na stałe wraca "Król Roger". Moniuszko też
jakiś odmłodzony i wcale nie nudny - przecież dyryguje Minkowski, nowy szef orkiestry
Sinfonia Varsovia. Za pulpitem zapowiadani są Gergiew, Nagano, ponoć także Domingo
chciałby czymś zadyrygować. Odnajduję koncerty, nie okolicznościowe - ku czci, ale
regularny sezon. Kurzak, Szmytka, Pasiecznik, Beczała, Kwiecień tak zaplanowali swe
światowe kontrakty, że co chwila śpiewają w Warszawie. W sklepiku w foyer -
prowadzonym wciąż przez najlepszegi fachowca w tej branży - odnajduję albumy DVD z
warszawskimi produkcjami, a w czerwcu mogę zrobić plany na przyszły sezon. Operowe
wycieczki do Berlina i Paryża mogą poczekać. Marzenia? |
Jacek Hawryluk, Polskie Radio |
|