W Teatrze Miejskim w
Gdyni kończą się przygotowania do premiery "Urodzin Stanleya" noblisty
Harolda Pintera. To pierwsza premiera za dyrekcji Ingmara Villqista, nowego szefa tej
sceny, po raz pierwszy w Gdyni spektakl reżyseruje Barbara Sass, to także pierwsza
polska inscenizacja dramatu Pintera po jego śmierci.
Napisany w 1957 r. jeden z pierwszych dramatów Pintera, laureata literackiej Nagrody
Nobla, uznawany jest za jedno z jego najwybitniejszych dzieł. Tekst przesycony pulsującymi
emocjami ukrytymi pod powierzchnią banalnych rozmów. Krytyka chwaliła dramat za
doskonale skonstruowane postaci, atmosfera napięcia i grozy, naturalne dialogi i zaskakujące
zakończenie. Drobnomieszczański pensjonat w nadmorskiej miejscowości, w którym mieszka
tytułowy Stanley - nie wiadomo czym się zajmuje, skąd przybywa i jaka jest jego przeszłość.
Do pensjonatu przybywają dwaj tajemniczy panowie, którzy wraz z gospodynią postanawiają
wyprawić mu przyjęcie urodzinowe. Stanley czuje się zagrożony, wyzwalają się jego
kompleksy i obawy. Akcja posuwa się naprzód jak w kalejdoskopie ukazując wiele wymiarów
ludzkich słabości, namiętności i skłonności.
Gdyńska inscenizacja "Urodzin Stanleya" to pierwsza premiera za dyrekcji
Ingmara Villqista, nowego szefa Teatru Miejskiego, po raz pierwszy w Gdyni spektakl reżyseruje
Barbara Sass, to także pierwsza polska inscenizacja dramatu Pintera po jego śmierci
(zmarł 24 grudnia 2008). Teatr Miejski rozpoczyna cykl przedpremierowych spotkań ze
znawcami dramatu, które mają przybliżyć widowni przygotowywane tytuły. Pierwsze z
nich poprzedzi premierę "Urodzin Stanleya" Harolda Pintera. W przeddzień
premiery w piątek 6 lutego o godz.18 o "Matriksie Stanleya" opowie Tadeusz
Nyczek - krytyk, teoretyk teatru, pisujący w "Przekroju" autor m.in.
"Alfabetu teatru dla analfabetów i zaawansowanych". Wstęp wolny.
"Urodziny Stanleya" Harolda Pintera, reżyseria: Barbara Sass, scenografia: Paweł
Dobrzycki, muzyka: Michał Lorenc. Obsada: Eugeniusz K. Kujawski, Małgorzata Talarczyk,
Rafał Kowal, Piotr Michalski (Stanley), Grzegorz Wolf, Katarzyna Bieniek.
Rozmowa z Barbarą Sass*
Katarzyna Fryc: Skąd pomysł inscenizacji "Urodzin Stanleya"?
Barbara Sass: Już drugi raz realizuję tekst Harolda Pintera. Rok temu w teatrze Ateneum
wystawiłam jego "Powrót do domu" i na nowo zainteresowałam się twórczością
Pintera. Znałam inne jego sztuki, ale przeczytałam trzy tomy jego jednoaktówek, większych
sztuk i poczułam, że muszę jeszcze coś Pintera wystawić. Do pracy w Gdyni zaprosił
mnie dyrektor Ingmar Villqist, z którym znam się od dawna. Robiłam inscenizację jego
"Nocy Helvera" w Teatrze Telewizji i zaprzyjaźniliśmy się. Poprosił, bym
zaproponowała tytuł, który będzie się mieścił w kanonie wielkiej literatury XX
wieku, bo tak wyobraża sobie ten teatr. Pomyślałam, by jeszcze raz zrobić Pintera. Tym
bardziej, że "Urodziny Stanleya" różnią się od "Powrotu do domu".
To chyba sztuka najbliższa Pinterowi, na której łatwo prześledzić jego konwencję,
styl i sposób pisania. Jednocześnie pokazuje, jak bardzo Pinter odróżnia się od
innych pisarzy dwudziestowiecznych. Jest najbliższy Ionesco, Becketowi, ale oni
prowadzili swój teatr absurdu.
Pinter inaczej buduje swoje sztuki.
Wychodzi z realistycznego punktu widzenia, ale który potem rozwija się w niesamowitą
historię: kompletnie absurdalną wielką metaforę ludzkiego życia, sytuacji między ludźmi.
To u niego jest wspaniale skonstruowane. Historia opowiedziana w tajemniczy sposób do końca
zostawia duże pole dla wyobraźni widza. Słynne są jego pauzy i dialogi, o których sam
mówi, że są tylko przykrywką dla ludzkich emocji ukrytych pod spodem. U Pintera
dialogi są najmniej ważne, wszystko co się dzieje między ludźmi sprowadza się do
emocji, które skrzętnie przykrywa. A potem je odsłania, żeby je znów je przewrócić.
Mimo to Pinter, laureat Nobla, jest w Polsce wciąż słabo znany.
Było kilka przedstawień "Urodzin Stanleya" i "Powrotu do domu" w
naszych teatrach, ale jednak jest ich niewiele. Nawet po Noblu w 2005 r. nie widać
eksplozji zainteresowania jego twórczością. A wydawałoby się, że powinien cieszyć
się estymą głównie u młodych reżyserów, choćby za jego przewrotność i tajemnice,
które chowa w zanadrzu.
Na jakim pomyśle oparła pani swoją inscenizację?
Kluczem jest tajemnica zawarta we wszystkich postaciach. Niejednoznacznych, bardzo
wyrazistych, nie wiadomo do końca kim są. Pisarz daje nam jakieś znaki, ale za chwilę
je zaciera.
*Barbara Sass - scenarzystka, reżyserka filmowa i teatralna. Spod jej ręki wyszły takie
filmy jak "Pokuszenie", "Krzyk", "Bez miłości" i
"Dziewczęta z Nowolipek". Zrealizowała 9 spektakli Teatru TV (m.in. "Noc
Helvera" Ingmara Villqista) i kilkadziesiąt przedstawień w teatrach całej Polski.
Ostatnim z nich był "Powrót do domu" Pintera w warszawskim teatrze Ateneum, który
miał premierę w grudniu 2007 r. |