Strasznie się ten
"Seks" wlecze. Bez wdzięku, bez namiętności, bez allenowskiej ironii,
autoironii i neurotycznej aury
Nie udało się po prostu utrafić we właściwy ton. Miała to być lekka, zabawna, ale i
poważna prezentacja problemów uczuciowych trzech par spędzających weekend na wsi. A
przez trzy godziny - z przerwą - reżyser i aktorzy rozwlekle celebrują tekst, jakby to
był co najmniej (stereotypowo nastrojowy) Czechow.
O tym, że Allen jest autorem dowcipnym, przypominamy sobie z rzadka, głównie wtedy, gdy
ze sceny padają błyskotliwe repliki. Ale cóż, i one toną w monotonii panującej na
scenie. Znak firmowy Allena - neurotyczne gadulstwo bohaterów, prowadzących nieustanne
analizy i autoanalizy, zmieniło się w gadulstwo zwykłe. Niemiłosiernie nużące.
We właściwy ton nie utrafiła również scenografka. Urszula
Czernicka zaprojektowała scenografię, która miała być prosta i funkcjonalna; miała również
służyć tworzeniu iluzji i poetyckich klimatów. Nic z tego nie wyszło. Kawałek
zielonej wykładziny bez powodzenia stara się wywołać atmosferę sielskiej posiadłości.
Biegnący w poprzek sceny podest niczemu nie służy - ani ciekawej optyce, ani sprawnej
organizacji ruchu, ani plastycznej urodzie. Ot, stoi i przeszkadza. Na podeście stoi
najmniej szczęśliwy element dekoracji - obrośnięta sztucznym pnączem altanka. Altanka
wielofunkcyjna, udająca (oprócz altanki) łazienkę, pokój - a także usiłująca
przekonać widzów, że zdolna jest wywołać iluzję lotu. Na dach owej ukwieconej budki
przesuwającej się przez scenę wynalazca machin latających zabiera ukochaną. Ale choć
aktorzy starają się z wszystkich sił przekonać nas, że fruną, widzimy tylko altankę
przesuwającą się przez scenę. Brzydka i niefunkcjonalna scenografia potrafi zepsuć
spektakl - i tak się stało.
Gdybyż jeszcze aktorzy zagrali lepiej, może by i dekoracja mniej przeszkadzała. Ale nie
grają najlepiej; pary wystarcza im na zarysowanie z grubsza postaci, a gdy trzeba wyjść
poza ów rysunek, są bezradni. Ratują się, a to farsowymi chwytami, a to
psychologizowaniem, a reżyser sztukuje sceny "poetyckimi" obrazami (ach, te
erotyczne metafory - strzelanie z łuku, pływanie w powietrzu, fruwanie). Zagranie
allenowskich "podmiotów gadających" pewnie łatwe nie jest, no i się nie udało.
Postacie są albo dość bezbarwne (Urszula Grabowska - Ariel, Anna Rokita - Adrian,
Sebastian Oberc - Andrew), choć przecież przeżywają kryzysy uczuciowe, albo farsowo
wyraziste (Dariusz Starczewski - Leopold, Karolina Chapko - Dulcy, Jakub Bohosiewicz -
Maxwell).
Może gdyby przedstawienie było krótsze, z lepszą scenografią, w bardziej kameralnej
przestrzeni, gdyby udało się połączyć lekkość z powagą, byłoby lepiej. A może
jednak do tekstu Woody'ego Allena niezbędny jest reżyser Woody Allen?
Teatr Bagatela, Woody Allen, "Seks nocy letniej", reżyseria - Andrzej Majczak,
scenografia - Urszula Czernicka, muzyka - Mieczysław Mejza, światła - Krzysztof Sendke,
premiera 24 stycznia 2009 |