Dokonana przez
Josepha Loseya ekranizacja "Don Giovanniego" to lektura obowiązkowa - nie tylko
dla wielbicieli opery. Filmoznawcy i muzykolodzy, teatrolodzy i historycy sztuki zapełnili
niezliczoną ilość papieru analizami wyrafinowanych środków estetycznych, jakimi posłużył
się wybitny reżyser, przenosząc na taśmę filmową dzieło Mozarta.
Olśniewająca uroda i elegancja "Don Giovanniego" Loseya jest zwodnicza - to
niepokojący obraz człowieka i świata zmierzających do katastrofy. Zachwyt lub
kontrowersje wzbudzał sposób, w jaki połączył on specyficzne operowe aktorstwo z
typowo filmowymi zabiegami. Jednogłośnie doceniono kunszt znakomitych śpiewaków
(Ruggero Raimondi, Kiri Te Kanawa, Teresa Berganza, José van Dam), choć protesty budziła
produkcja, wysuwająca na pierwszy plan ich śpiew kosztem muzyki. Z powszechnym aplauzem
spotkała się natomiast niezwykła scenografia: Losey wyprowadził akcję widowiska poza
teatr, każąc swoim bohaterom wędrować wśród zapierających dech w piersiach
krajobrazów Wenecji i Vicenzy oraz przechadzać się we wspaniałych wnętrzach budowli
zaprojektowanych przez mistrza włoskiego renesansu, Andreę Palladia.
Losey nie byłby jednak sobą - twórcą takich filmów jak mroczny "Służący"
oraz wielbicielem Bertolta Brechta i Siergieja Eisensteina - gdyby poprzestał na
dostarczaniu widzowi wyrafinowanej uczty dla zmysłów. Oglądając jego ekranizację
arcyopery Mozarta, trudno zapomnieć o fakcie, że dzieło to powstało w czasach markiza
de Sade, u progu wybuchu rewolucji francuskiej.
Don Giovanni (Raimondi) to, podobnie jak de Sade, nieodrodne dziecko swojej warstwy społecznej
i swoich czasów. Nie uwodziciel, ale gwałciciel, morderca, nihilista i bluźnierca.
Pozycja społeczna, bogactwo, pewność siebie i całkowity brak oporów dodają mu szatańskiej
charyzmy. Tak równych sobie, jak i poddanych kusi wizją wolności bez żadnych ograniczeń.
Ignoruje nie tylko łzy i groźby swoich ofiar, ale też śmierć, która krok w krok za
nim podąża, odziana w czerń i wenecką maskę. Igra z ogniem. Do czasu - należąca do
niego manufaktura szkła, gdzie w ogromnych piecach wytapia się kruche cacka, okaże się
w finale piecem piekielnym. Albo czeluścią wulkanu, którego wybuch zmiecie z
powierzchni ziemi dotychczasowy porządek.
Don Giovanni - reż. Joseph Losey, Włochy/Francja/Wielka Brytania/Niemcy 1979, TVP
Kultura, wtorek 27 I, 20.00 |