Wrocławski Teatr Współczesny
______________________________________________________________________________
BAAL
BERTOLT BRECHT
przekład: Jacek St. Buras
reżyseria: Anna Augustynowicz
premiera: 26 stycznia 2008
______________________________________________________________________________
Nieapetyczna klucha, wściekły chomik
Mimo iż był to spektakl oparty na dziele młodziutkiego wówczas
Brechta, nie zobaczyliśmy podczas spektaklu tej samej pasji i iskry, którą pewnie
nosił w sobie autor. "Baal" w wersji Anny Augustynowicz nie jest porywający i
niestety pozwala o sobie zapomnieć kilka chwil po wyjściu z teatru. Dlaczego tak się
stało? Oglądając spektakl
widzimy każdy krok bohatera. Towarzyszymy w tej piekielnej i bolesnej wędrówce przez
życie człowieka, który opętany jest wizją cielesnej przyjemności. Baal to człowiek,
który żyje poza prawem. Sam sobie jest bogiem i sam wyznacza sobie zasady. Nie liczy
się z nikim i niczym, nawet z miłością. Rani ludzi z pozoru mu bliskich. Sprawia ból
swej matce oraz każdej kolejnej kochance. Nie przekonuje go do zmiany trybu życia
wieść, iż zostanie ojcem, ani to, iż jego własna matka bliska jest śmierci. Jedną z niewielu
nieprzegadanych scen jest śmierć matki Baala, która ostatnie swe minuty spędza na jego
ramionach. Była to wymowna chwila ciszy, której potrzebował ten spektakl. Mimo, iż
tłumaczenie sztuki było wyśmienite, moim zdaniem za bardzo skupiono się na werbalnej
stronie tej sztuki. Nie możemy zobaczyć żadnych twórczych chwytów inscenizacyjnych,
choć obsada Augustynowicz była bardzo dobra. Elżbieta Golińska oraz Irena Rybicka
podniosły ocenę tego spektaklu. Rybicka w roli księdza była fantastyczna. Czerń i biel
królowały na scenie. Scenografia zasługuje na wyróżnienie, gdyż do sztuki tej pasuje
dokładnie taki ascetyzm, jaki mogliśmy zobaczyć. Półprzeźroczysty tył sceny, za
którą znajdowali się aktorzy, którzy grali epizodyczne role oraz Baal piszący na
maszynie, który był przyczyną zaistniałej na scenie sytuacji - to obraz, jaki możemy
obejrzeć siedząc na widowni. W spektaklu brakowało
nuty ekscytacji, brutalizmu, mimo iż nadto jest go teraz w teatrze. Erotyzm też byłby
wskazany, a tak mało dosłowne przekazy w tym wypadku stały się czynnikiem nużącym. To groteska, satyra,
ale też filozofia i ironia w jednym. Baal, choć umiera w samotności, nie czuje się w
żadnym przypadku sam, gdyż uważa, że wszystko, co zrobił było piękne. To
przedstawienie oparte na ekspresjonizmie, w którym prawo do publicznej wypowiedzi
uzurpuje sobie pisarz. Często zabawny... Baal zaprasza do tańca, jednak nie wszyscy
czują ten rytm. |
|
Wrocławski Teatr
Współczesny |
|
Monika Nawrocka |