Mówili widzowie po obejrzeniu musicalu
"Romeo i Julia" w olsztyńskiej szkole muzycznej. - Żeby tak się zakochać,
trzeba mieć najwyżej osiemnaście lat - szeptały dziewczyny na widowni.
Spektakl w oryginale grany jest w warszawskim Teatrze Buffo, ale widowisko przygotowane
przez olsztyńską młodzież budzi większe emocje. Na pomysł odtworzenia "Romea i
Julii" z librettem Józefowicza i muzyką Stokłosy wpadł Piotr Kosewski,
założyciel Olsztyńskiej Grupy Metro, uczeń I LO i Państwowej Szkoły Muzycznej.
Poprosił autorów Józefowicza i Stokłosę o zgodę na wystawienie musicalu w Olsztynie.
Ci nie robili przeszkód, postawili tylko jeden warunek, wstęp musi być wolny.
Piotrek do udziału w spektaklu zaprosił znajomych z Państwowej Szkoły Muzycznej,
zaprzyjaźnionych zespołów i grup tanecznych. Rolę Julii zaproponował młodszej
koleżance, z którą kiedyś uczył się śpiewu. - Tak sobie wyobrażałem Julię -
przyznał, mówiąc o Kasi Tapek. W musicalu bierze udział trzydzieści osób, to
uczniowie gimnazjów, liceów, studenci. Na scenie śpiewają i tańczą, towarzyszy im
kilkunastoosobowy zespół muzyczny pod batutą Cezarego Nowakowskiego.
Próby do spektaklu zaczęły się w grudniu. - Ciężko pracuje się z tak dużą grupą,
bo zawsze ktoś nie może przyjść, jest chory, coś mu wypada, ale z drugiej strony tym
ludziom chce się coś robić, kochają musical, scenę, śpiew - mówi Kosewski, reżyser
spektaklu i odtwórca roli tytułowej. W spektaklu mówi, śpiewa i tańczy. Jego Romeo
jest bardzo romantyczny, ale przekonujący. Mimo to starsze dziewczyny z publiczności
szeptały: - Żeby tak się zakochać, trzeba mieć najwyżej osiemnaście lat.
Grupie Metro udało się przygotować spektakl, który zaskoczył wszystkich. Grali lekko
i naturalnie, drobne niedociągnięcia, jak kłopot z mikrofonem, potrafili opanować bez
tremy. Widz czuł, że to, co robią, traktują poważnie, a jednocześnie mają frajdę z
przedstawienia i świetnie czują się na scenie. - Za kulisami cały czas się
bawiliśmy, to wielka radość występować przed publicznością - mówili po spektaklu
Mateusz i Tomek, którzy grali Merkucja i Tybalta.
Choreografię przygotował cały zespół. Uczniowie dostali też podkłady muzyczne do
kilku utworów z Teatru Buffo, pozostałe na żywo grał zespół. Artyści znakomicie
radzili sobie wokalnie, co nie dziwi, bo większość z nich uczy się w szkole muzycznej.
Ich "Romeo i Julia" to uwspółcześniona wersja dramatu Szekspira, mówiona,
śpiewana nowoczesnym językiem, wzbogacona o taniec współczesny i rytmy dyskotekowe.
Zamiast konfliktu rodów jest konflikt pokoleń. W scenie, gdy groźny Capuletti mówi,
że nie będzie chciał zabić Romea, ani mścić się na nim za zabicie Tybalta,
wskazuje, że zajmie się nim prawo i sprawiedliwość. Widownia w tym momencie pękała
ze śmiechu, a aktorowi nie drgnęła nawet powieka.
Twórcy umieścili też fragment z szekspirowskiego oryginału, by wyznanie miłości
Romea do Julii wypadło bardziej romantycznie.
Irena Telesz, aktorka teatru Jaracza, po spektaklu gratulowała młodzieży, że udało
jej się zrobić wspaniałe przedstawienie. Młodzi ludzie kłaniali się aktorce,
skromnie dziękowali, ale ona podkreślała, że to ona im dziękuje za wrażenia.
Cała inicjatywa w organizacji przedstawienia należała do młodych, dorośli tylko
pomagali. Ale to Piotrek i jego znajomi mówili, czego potrzebują, szukali sponsorów. -
Bardzo wsparł nas Jerzy Lipnicki, aktor Jaracza, który podpowiedział, jak zrobić
próbę techniczną, bo zupełnie nie radziliśmy sobie z przekazywaniem mikrofonów -
mówi Piotrek. Aktor też udzielił młodym aktorom lekcji fechtunku.
Ewa Jarzębowska
Gazeta Wyborcza Olsztyn
28 lutego 2007 |