XXV Wojewódzkie Konfrontacje Teatrów
Młodzieżowych, obok uroczych szkolnych spektakli, przyniosły jedno prawdziwe
przedstawienie. "Jaś i Małgosia, czyli ogień w głowie" Teatru B-612 w
reżyserii Anny Ciszowskiej zderzył naiwną baśń braci Jakuba i Wilhelma Grimmów z
brutalistycznym dramatem Mariusa von Mayenburga
W przedstawieniu wyreżyserowanym przez Annę Ciszowską Jaś i Małgosia nie gubią się
w puszczy. Kurt i Olga z dramatu Mariusa von Mayenburga (rewelacyjni Kamil Bończyk i
Katarzyna Niedźwiecka) pryskają z domu. Las nie składa się z ptaszków i kwiatków,
raczej z konarów i puchaczy. Scenografii nie ma. Splątane ścieżki powstają w
wyobraźni, gdy aktorzy błądzą po pustej scenie prawie wpadając na siebie.
Obok dwojga bohaterów po scenie krążą dwie narratorki z Księgą Baśni. Czytają
fragmenty bajki w manierze Domowego Przedszkola, ubrane w fartuszki i uśmiechy.
Infantylna opowieść o dojrzewaniu, w której dorosłość jest domkiem z piernika,
zostaje zderzona z współczesnością. Kurt protestuje przeciwko goleniu zarostu. A Olga
daje się kupić dorosłości, czyli Czarownicy. To wielokształtna postać, grana przez
sześć dziewczyn z zaczesanymi na twarz włosami. Nagle odrzucają je i kuszą
pończochami, szpilkami, torebeczką, gorsetem, koralami, spódnicą. Olga ulega tym
ciotkom z Gombrowicza. Według Kurta zaś dorosłym "śmierdzi z gęby".
Ciszowska pokazuje, że być dorosłym to ulec ideologii. A jednocześnie, że czarowna
kraina dzieciństwa to także ideologia, wytworzona w romantyzmie, m.in. przez braci
Grimm. To przez nich dziś mamy idiotyczne różowe ubranka dla dziewczynek, a błękitne
dla chłopców. Kurt, który jak Piotruś Pan bawi się w czołg, jest tak samo w kropce,
jak Olga, która zakłada welon i staje się dorosła. Przedstawienie pointuje piosenka
T-Love z refrenem "O jaki jestem rozpieprzony, rozpieprzony"...
Nie ukrywam, że od lat kibicuję Annie Ciszowskiej. Prace tej reżyserki i produkcje
innych realizatorów dzieli przepaść. A dzieciaki takie same: jedna klasa z liceum, bez
castingów. Spektakle "Ciszy" to profesjonalne produkcje, mądrzejsze i lepiej
zagrane niż niejeden tytuł z repertuaru scen zawodowych. Napędzane zapałem, a nie
budżetem kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Poznaniacy nie wstydzą się, że Paweł Szkotak, szef alternatywnego Teatru Biuro
Podróży, jest dyrektorem instytucjonalnego Teatru Polskiego! Nie czerwienią się, gdy z
Teatru Nowego (repertuarowego) idą do Teatru Ósmego Dnia (offowego). Apeluję do szefów
łódzkich teatrów! Zainteresujcie się Ciszowską, zanim to zrobi Poznań.
Leszek Karczewski
Gazeta Wyborcza Łódź
3 kwietnia 2007 |