AMATORZY
___________________________________________________________________________________________

Desant ze Skierniewic

Zakończył się trzydniowy przegląd teatrów amatorskich XVI ŁóPTA

 

amatorzy23.jpg (27046 bytes)

Fot. Tomasz Gaś / AG

amatorzy23a.jpg (19614 bytes)

DARIUSZ KULESZA / AGENCJA GAZETA

         W tej liczbie znalazły się propozycje grup poprawnie szkolnych (np. Teatr Otwarty "Grupa Robocza" z "Weselem" Stanisława Wyspiańskiego czy Teatr Tfu-rcy ze "Ślubami panieńskimi" Aleksandra Fredry) z kontestatorami (np. Teatr Cenzura z "Szafografią. Fantazmo"), spektakle teatrów ruchu (np. "Wrzeciono" Theatrum Desiderium czy "Bez końca" Teatru Dłoni) i słowa ("Prawa moje, prawa wasze" Teatru Renifer). Dwa najciekawsze przedstawienia XVI ŁóPTA przyjechały spoza Łodzi.

Pracownia Teatrick z Tomaszowa Mazowieckiego przywiozła rzecz pod niekomercyjnym tytułem "Nuda". Cztery dziewczyny na czterech krzesełkach przez pół godziny próżnego czekania na "tamtych" świadczyły o prowincji ze swojej perspektywy.

-W mieście można gdzieś wejść - rzucały znad gazet albo piłowanych paznokci.

- Gdzie?

- Gdziekolwiek.

Tekst bystro złożony ze słów pozbawionych sensu dla niewtajemniczonych (oni-wtedy-tam-tamto) odwzorowywał stosunek bohaterek do okolicy:

- Wiocha.

Ale był również pełen dystansu do małomiasteczkowych obyczajów:

- Słodkie wino nie jest do jedzenia!

- A do czego?

- Do picia.

Za mundurem panny sznurem

Wydarzeniem był spektakl "Tra-ta-ta" Teatru Realistycznego ze Skierniewic. Zapowiadała je już manipulacja odbiorem: wchodzący widzowie przyoblekani byli w rzeźnicze fartuchy z folii. Doświadczenie teatralne podpowiadało, że na wyklejonej folią arenie, nad którą powieszono cztery wypełnione płynem wory, nastąpi arcyagresywny przekaz. Okrągła scena okolona trzema skrzydłami widowni przypomina symbol radioaktywności. Pada pierwsza kwestia:

- O kurwa, czołg!

W snopie światła grupa pięciu dziewcząt zachwyca się urokiem militariów: piorunuje kontrast ich dziewczęcości z unifikującymi mundurkami. Z ich podziwu rodzi się podarek dla chłopaka - paczka z maską do sadomasochistycznych gier. Goły nakłada ją i staje się psem-pupilkiem dwóch lateksowych dozorczyń. Z wprawą odstrzeliwują one krążących dookoła więźniów. Arena zmienia się w ruletkę, po której jak kulka krąży na czworakach chłopak-pies. Rosnące natężenie muzyki zagłusza huk wystrzałów.

Za pomocą filmowego montażu - krótkich ściemnień tnących sceny - równolegle prowadzony jest drugi wątek. Reżyser-demiurg w sztafażu Quentina Tarantino wycina z filmowej taśmy daty historii: 1863, 1939... Chłopak-pies dostaje drugą paczkę: kilogramy zwierzęcych flaków, które zaczyna rwać zębami. Dziewczęta machając polskimi i unijnymi chorągiewkami, nucąc niewyraźnie: "Jeszcze Polska nie zginęła", tną rzeźnickimi nożami wiszące worki. Leje się jucha. Broczące krwią aktorki wpadają w histerię.

To tylko (?) teatr

Na pobojowisko wraca reżyser i cyfrowym aparacikiem fotograficznym cyka fotki, modelując martwe ciała. W końcu komentuje efekt rzeźni przy pomocy tytułu: "Tra-ta-ta". W tej samej chwili pada - postrzelony w tył głowy. W skulonego kundla uderza trzecia paczka. Zawartości już nie widzimy. Zapada ciemność. Kiedy wraca światło, na pustej arenie znajduje się tylko stygnąca krew.

Przedstawienie Robka Paluchosky'ego nie tylko demonstruje, że teatr może być miejscem namysłu nad wysyłaniem wojska do Iraku. "Tra-ta-ta" uderza w samo sedno cywilizacji estetyzującej przemoc, stawiając widzów w sytuacji czytelników magazynów z urwanymi głowami na okładkach.

Wystawia nas na obrazy skrajnej przemocy, które ciągłym przypominaniem sobie "to tylko teatr" musimy obracać - wbrew sobie - w komunikat estetyczny.

Jury, jednomyślnie doceniając profesjonalizm propozycji, zaprosiło twórców do udziału w Łódzkich Spotkaniach Teatralnych, które odbędą się od 4 do 7 grudnia.

Leszek Karczewski
Gazeta Wyborcza Łódź
23 października 2003

 

INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk