POLONICA I ZAGRANICA
___________________________________________________________________________

Masłowska zafascynowana owieczkami Rydzyka

W piątek premiera świeżo dojrzałego owocu z drzewa talentu Doroty Masłowskiej. Tym razem dostajemy do rąk jej trzyaktową dramę "Między nami dobrze jest" napisaną na zamówienie berlińskiego teatru Schaubühne Am Lehniner Platz.

Po sześciu latach od debiutanckiej "Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną" pisarka zgrabnie wskoczyła w fale nadwiślańskiego mainstreamu. I porzuciwszy językową penetrację dresiarskiej subkultury wzięła na warsztat zagadnienie narodowej tożsamości.

"Chyba po prostu dojrzałam do tego, aby wreszcie napisać coś na poważnie o byciu Polką" - rozbrajająco wyznaje w wywiadach 25-letnia niegdysiejsza buntowniczka z Wejherowa. Dlatego w jej dramacie nie pada ani jedno przekleństwo, ani jedno kłujące oczy świętoszków obrazoburstwo, nie wybucha żadna cichcem podłożona ortograficzna mina.

Pojawiają się za to trzy pokolenia polskich niewiast: mała metalowa dziewczynka, jej matka o szacownym imieniu Halina i osowiała staruszka na wózku inwalidzkim. To ich oczyma spoglądać będziemy na fenomen dziwnego kraju między Bugiem a Odrą.

W pokoleniowym wirze światopoglądów Masłowska zgrabnie miksuje historię i teraźniejszość, telewizyjną papkę z wywodami uniwersyteckich autorytetów, wszechogarniającą feerię głupawych reklam z szarzyzną wegetacji w odrapanej przedwojennej czynszówce.

Na nową powieść autorki "Wojny polsko-ruskiej..." przyjdzie nam poczekać do stycznia

Babuleńka żyje wciąż wojenną traumą i nienawiścią do okrutnych Teutonów, zagoniona matuś szuka życiowej pociechy w reklamówkach Kerfura i Żanta, a metalowe dziewczę próbuje z całego tego makabrycznego potoku życiowych wrażeń sklecić własny obraz świata.

Niestety, wizja kraju, w którym przyszło jej dorastać, nijak się ma do kolorowych prospektów biur turystycznych, w których rozczytuje się jej rozgoryczona życiem matka.

"Ta sztuka jest moją afirmacją polskości, totalnie dziś wyszydzonej, zmieszanej z błotem i traktowanej jako skaza" - taki trop egzegezy podpowiada Masłowska zdezorientowanym krytykom, dorzucając bogoojczyźniane elementy do swojej pisarskiej biografii: fascynację Powstaniem Warszawskim, zachwyt "Ziemią obiecaną" Władysława Reymonta i ciche poparcie dla idącego wspak postępowi Radia Maryja.

Sporo w tym elementów starannie zaplanowanej marketingowej intrygi, więc nie liczmy, że oto jesteśmy świadkami wielkiego konserwatywnego przełomu nabierającej pisarskiego tempa gwiazdy.

Widok laureatki Nike dziarsko maszerującej w pielgrzymce wyznawców o. Tadeusza mógłby oczywiście nadać polskiej literaturze prawdziwych rumieńców. Podobnych do tych, które okrasiły czytelnicze lica przy okazji premiery jej dwóch poprzednich książek: "Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną" (rok powstania 2002 i ponad 120 tys. sprzedanych egzemplarzy) i późniejszego o cztery lata "Pawia królowej" (imponujące 35 tys. sztuk plus Nagroda Literacka "Nike").

Wczytujmy się więc uważnie w patriotyczne frazy "Między nami dobrze jest", bo Masłowska znów w natarciu. Już na początku roku w księgarniach pojawi się jej nowa powieść (fabuła skryta jest w szafie wydawnictwa Lampa i Iskra Boża), a zaraz potem do kin wpłynie w hip-hopowym rytmie opowieść o dresiarzu Silnym, bohaterze "Wojny polsko-ruskiej" wyreżyserowanej przez Xawerego Żuławskiego.

Na nową powieść autorki "Wojny polsko-ruskiej..." przyjdzie nam poczekać do stycznia.

      

Bożydar Brakoniecki
Polska Gazeta Opolska
28 października 2008

          

  
INDEX ROZMOWY WYDARZENIA RECENZJE FESTIWALE PORTRETY TEATRY
    

Stowarzyszenie Teatralne "Tespis"

rk