TEATRALIA
____________________________________________________

Trwają Międzynarodowe Spotkania Teatrów Lalkowych

Węgierski twórca Janos Palyi robi z lalkami co chce. Z ludźmi - też. Jeden gest maleńkiej pacynki na jego dłoni, a dorośli ludzie zamieniają się w dzieci. Klaszczą, tupią, robią za wiatr i piszczą z radości. Tak było na jednym z pierwszych spektakli spotkań teatrów lalkowych.

 

      Do Teatru Baj Pomorski chodzę już dobrych dziesięć lat. Obejrzałem niemal w całości wszystkie dotychczasowe edycje Międzynarodowych Toruńskich Spotkań Teatrów Lalek. Różne cuda widziałem - ludzie śpiewali wraz z aktorami czy powtarzali za nimi różne kwestie, itd. Wszystko to jakoś mieściło się w gamie spontanicznych zachowań przypisanych temu miejscu. Nie pamiętam jednak, żeby dorośli ludzie, sami z siebie z całej siły nadymali policzki i dmuchali w stronę sceny, żeby pomóc małej laleczce uruchomić młyn. Tak się stało na niedzielnym węgierskim przedstawieniu.

Tegoroczne Spotkania otworzyła w niedzielę (30 września) po południu tradycyjna, kolorowa parada ulicami Starówki. Potem dzieciaki obejrzały spektakl "Mamy świętego Mikołaja" w wykonaniu Białostockiego Teatru Lalek. Później przed małą sceną Baja usiedli dorośli, żeby obejrzeć... bajkę z pacynkami. Węgierski twórca Janos Palyi opowiedział nimi legendę "Vitez Laszlo i przeklęty młyn" wyreżyserowaną przez Ildiko Kovacsa. Zobaczyliśmy tradycyjny jarmarczny teatr, który przewozi się w szafie. Tytułowy bohater zrodzony przez ludową wyobraźnię, gromił diabły w młynie i postacie śmierci. Czynił to przy pomocy wielkiej patelni, którą walił po łbach wspomniane niecnoty, aż dudniło. Gadał przy tym jak najęty, z szybkością automatu. Widzów na swój sposób sympatycznie ubawiła melodyka języka węgierskiego. Jednocześnie Palyi pokazał mistrzowską animację pacynkami. Lalki w jego rękach dosłownie ożywały. Rozprawa z diabłami i śmierciami zagnieżdżonymi w młynie zaczarowała humorystyczną formą i żywiołowym ruchem

(niewiarygodna była scena gdy jedna śmierć robi sztuczne oddychanie innej śmierci, usiłując ją
reanimować). Janos Palyi swoimi pacynkami spowodował, że widzowie zapomnieli kim są. Ludyczny humor zawładnął wszystkimi.

W poniedziałek przed południem wystąpił krakowski Teatr Lalki, Maski i Aktora Groteska z przedstawieniem "Rudy Dżil i jego pies" według Tolkiena, a wieczorem zaprezentował się kolejny, węgierski twórca Gza Kovacs w przedstawieniu "Everyman in Purgateatrium".

Spotkaniom towarzyszy wystawa fotograficzna "Teatr, Lalka i Obiektyw" Jarosława Siwika, której wernisaż odbędzie się dziś o 18 w Domu Muz przy ul. Podmurnej 1/3. Wystawa pokazuje sceny i atmosferę spektakli z ostatnich dwóch lat tej imprezy. Organizatorzy zapewniają, że autor przenosi widza pomiędzy zatrzymany w kadrze moment a niezapomniane wrażenie teatralności. - Teatr nie kończy się z chwilą opuszczenia kurtyny - twierdzi Jarosław Siwik. - Dzięki fotografii można wniknąć w niuanse i szczegóły gry aktorskiej. Ruch zatrzymany jest jak nieskończone dzieło, które pobudza wyobraźnię do wspomnień.

Autor od lat dokumentuje życie kulturalne Torunia. Pasjonuje go przede wszystkim teatr. Upamiętnił mnóstwo spektakli Teatru Wilama Horzycy i Baja Pomorskiego, a także wszystkie toruńskie festiwale teatralne. Jego prace wielokrotnie nagradzano i wyróżniano na wielu konkursach fotograficznych. W czerwcu zeszłego roku zdobył złoty medal w kategorii fotografii prasowej na Fotograficznych Mistrzostwach Polski w Warszawie.

Janusz Milanowski
Gazeta w Toruniu
3 października 2001



INDEX WYDARZENIA RECENZJE TEATR
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk