Stowarzyszenie Teatralne Badów
________________________________________________________________________________
GARGANTUA I PANTAGRUEL
FRANCOIS RABELAIS

reżyseria:
Piotr Bikont
premiera: 7 stycznia  2005
________________________________________________________________________________

Sztuka z kluskami i z kieliszeczkiem...

Na finał zostaje potężna miska parujących klusek (kartoflanych) i bateria kieliszków (z kartoflami w procentach). Wcześniej też jest smacznie oraz zabawowo, ale i z nutą zadumy.

                 Taka jest sztuka o "Gargantui i Pantagruelu". A ponieważ teatr wedrze się wszędzie, więc dostał się na samą górę pubu Łódź Kaliska.

Tam właśnie swoje najnowsze sceniczne danie serwował Piotr Bikont (reżyser filmowy, teatralny, pisarz, felietonista). Znany smakosz dzielący się rozkoszami stołu m. in. w korespondencjach wymienianych z Krzysztofem Makłowiczem, nade wszystko kocha kuchnię teatralną. Sławną, niecałkiem realistyczną, XVI-wieczną opowieść Rabelais "Gargantua i Pantagruel", zamiast chłopom jak dęby powierzył trzem aktorkom związanym z Teatrem Nowym: Mirosławie Olbińskiej, stworzonej do wszystkiego co niebanalne a dawno nie oglądanej na macierzystej scenie, Beacie Kolak i Joannie Fidler (do niedawna związanej z Nowym). Przy obieraniu ziemniaków panie w siermiężnych strojach śpiewają trudne psalmy Knittla (napisane na Warszawską Jesień 2001) i przedstawiają historię przeżyć Gargantui, który to spłodził syna Pantagruela, co od uciech nie stronił. Cała ta bufonada wolna od agresji, odsłaniająca ludzkie charaktery, sławiąca radość życia i prawa fizjologii, w damskim przekazie nabiera cech jeszcze bardziej wyrazistej, przaśnej zabawy.

Historia się toczy, a pryzma kartofli rośnie - są starte, odciśnięte, połączone z mąką i przerobione na kluski. Druga ich część powinna trafić do bimbrowego przerobu, ale podczas spektaklu w pubie produkcja była tylko zasygnalizowana, zaś butelki już czekały pełne.

1500-stronicowy pięcioksiąg Rabelais, głoszący radość istnienia, słynie też wątkiem wyrażającym ostry spór z Kościołem. Inscenizator zostawił te wywody na uboczu, celnie kładąc akcent na to, co ucieszne.

Pytany, czy bardziej jako filozof, czy też jako smakosz sięgnął po tę literaturę, Bikont odpowiada, że jako smakosz literatury. I przygotował rzeczywiście coś dla smakoszy. Nie dla zwolenników krewetek na awokado, ale dymiących klusek ze skwarkami, no i kropelki czegoś tam jeszcze.

Renata Sas
Express Ilustrowany
13 czerwca 2005

      

gargantuaip_bik_m.jpg (9343 bytes)

INDEX RECENZJE WYDARZENIA ROZMOWY TEATRY
Opracowanie Stowarzyszenie Teatralne TESPIS

mk