Ze spektaklu "Bliżej", który
oglądałem na Scenie Margines Teatru Jaracza, wyszedłem z mocno mieszanymi uczuciami.
Sama sztuka Patricka Marbera wielkich kontrowersji akurat we mnie nie wzbudziła. Ot,
prosta historia, czworo bohaterów - dwie panie (Anna, fotograf i Alice, striptizerka), i
dwóch panów (Dan, nieudany pisarz i Lany, lekarz) w ciągle zmieniających się
konfiguracjach emocjonalno-erotycznych. Typowa dla Zachodu mieszczańska historia
romansowa. Nawiązując do teatralnych zapowiedzi z afisza i ulotek reklamowych,
bohaterowie ci winni stworzyć na wstępie "klasyczne pary, lecz że wszystko
podszyte w nich dwuznacznością i grą, która w trakcie sztuki wybucha wciąż
zmieniającymi się kombinacjami" powstać nam z tego powinien "dynamiczny
kwadrat emocji". Brzmi nieźle, prawda?
Przed premierą mówiło się też głośno o odważnych scenach erotycznych, którymi
widz zostanie uraczony na przedstawieniu. Jak to wyszło w praktyce? Różnie, bo
"Bliżej" to spektakl mocno nierówny. Iskrzące humorem i energią sceny i
dialogi przeplecione są dłużyznami. Im zaś bliżej końca spektaklu, tym bardziej widz
zdaje sobie sprawę, że na "dynamiczny kwadrat emocji" nie ma co liczyć,
bowiem problemy bohaterów i ich kreacje wydają się nam bardziej wydumane i pociesznie
karykaturalne niż poruszające. Dan (Maciej Mydlak) jawi nam się jako
"pierdołowaty miś" (wypowiedź jednego z widzów w czasie dyskusji o
spektaklu, która moim zdaniem świetnie trafia w sedno tej postaci), Larry (Grzegorz
Jurkiewicz) jako rubaszny głuptas, a Alice (Alicja Grzybowska) - nieśmiałe dziewczę,
które wciąż trapią problemy wieku dojrzewania i nie jest w stanie tego odczucia
zmienić nawet jej erotyczny taniec w jednej ze scen. Jedynie rola Anny (Ewa Pałuska)
przemówiła do mnie mocniej, ale czy z takiego zestawu postaci można stworzyć
"dynamiczny kwadrat emocji"? Raczej nie.
Zupełnie inaczej można ocenić "Bliżej", gdy patrzeć na ten spektakl jako na
okazję do sympatycznego rozerwania się, bez nastawiania się na wielkie uniesienia.
Wtedy - to sympatycznie opowiedziana historia o małości natury ludzkiej, pełnej
słabostek i i codziennej hipokryzji. Głupie kłamstwa i krętactwa bohaterów do
złudzenia przypominają nam sytuacje, jakich przeżyło się setki na własnej i skórze
i skłaniają do śmiania z samego siebie. Na pochwałę zasługuje też sposób zmiany
dekoracji pomiędzy scenami, której dokonują sami aktorzy przy muzyce i ostrych
rozbłyskach stroboskopowego światła, co daje w sumie całkiem ciekawy efekt. Sama
muzyka (Nika Jager) początkowo może się podobać, lecz pod koniec spektaklu zaczyna
drażnić, podobnie jak twarde siedzenia Sceny ; Margines, niezbyt przystosowane do
dwugodzinnego spektaklu toczącego się bez przerwy.
Podsumowując, na "Bliżej" w styczniu można się przejść, zwłaszcza, że
dochód z przedstawienia w niedzielę 8 stycznia w całości idzie na Wielką Orkiestrę
Świątecznej Pomocy
Gazeta Wyborcza Olsztyn
7 stycznia 2006 |